Strona 313

ttemi spuszczaja na nie iskry, i dachy łaltiro się zajmuja, kiedy tymczasem oblegajacy nie do- zwalają mieszkańcom gasie pozaru, mnóstwo strzał na nieh rzucajac… . Widziałem przybywajacą konną eskortę, która mi przysłał Yarro sułtan Kiamy. Konniea, ta składała sir. zresztą z samych rabusiów, którzy niszczyli Wszystko i wymuszali na mieszkańcach okup, we wszystkieh wioskach po drodze. < Yarro przyjął mnie bardzo dobrze, dał nam bardzo wygodne mieszkanie; zaopatrzył w obfite zapasy jaj i bananów, miodu, mleczywa, ciast maisowych, i t. p. Na^ reszcie przybył osobiście odwiedzie mnie; siedział .na pieknym ciemno-kasztanowatym koniu, a o- koło niego znajdowała sio straż liezna. W orszaku jego były także trzy dziewczęta od 15 .do 16 lat mające ^ z których każda miała trzy lekkie dzidy w prawej ręce. Czoła ieh opasane były biała wstażeczka. Widzac ieh wysmukłą iza- fchwycającą kibie, żywość nadzwyczajna bczu^ żgrabność z jaką biegły, zaledwie ziemi dotykająe, przy koniu którym sułtan toczył wspaniale, kłusował lub galopował, mniemałem ze patrzę iia sylfidy wschodnie, albo na Kamillc Virgilju- isza…. Yarro ofiarował mi jedna z swych có- i-ek za małżonkę. Przystałem niby ha to. Natychmiast więc dał rozkaz jednemu z dworzan nazwiskiem Abubiikec aby mnie zaprowadził do domu xieżniezki, składajacego sic z kilku pokoi. Wprowadzono mnie do jednego z nieh, bardzo

Strona 314

porządnego; mata rozciągnięta była Ha 'podłodze. usiadłem na niej, a młoda dziewczyna weszła ; uklękła. Pytałem jej, czyuy chciała żyć w do- mu moim , lub czy życzyła sobie abym ja przeniósł się do jej mieszkania. Odpowiedziała ze to od mojej woli zależeć będzie. Dobrze, przydałem, więc ja się tu sprowadzę poniewaz dom ten jest lepszy. Znak przyzwolenia z jćf strony zakończył rozmowę. Rzecz ta nie miała dalszych skutków….

»W chwili wyjazdu mego, Yar^o radził mi, abym się udał do Coussa raczej niż do Yourry, który to kraj zostawał naówczas w wojnie z Fel- latahami. Poszedłem za rada jego i puści-1'em się W podróż z przewodnikami i z końmi które mi ofiarował…. Przybyliśmy] 21 marca do Wawa, innego miasta w Borghe. Zostałem tani przyjety bardzo gościnnie przez rządeę onego. Miasto ma 1.S do 20,000 mieszkańców. Bronia go szańce bardzo wysokie i szerokie rowy. Część ludności składa się z muzułmanów, reszta jest bałwochwalcza; mieszkańcy maja charakter odmienny bd ieh sąsiadów z Riama: ^sa oni poczciwi) weseli i dosyć dobrych skłonności; ziemia wystarcza ńa opędzenie potrzeb ieh życia; ale położenie ieh na drodze z Bornu i Hussy do Da- liomey i Jannah, ułatwia im nabywanie wielu przedmiotów zbytkowych przywożonych z Europy, a nadewszystko tych spirytusowych napojów, najszkodliwszego daru jaki im Europejezykowie
udzielić mogli. Dla tego więc trzeźwość i skromność do rzędu enót ieh nie należą. Nigdzie nie widziałem ludu skłonniejszego do pijaństwa; rządea sani, duchowni, lud,^ nawet kobiety, wszystko to aż do zbytku piło. Więcej jak przez tydzień nudziła mnie córka rzadey, która przychodziła do mnie kilka razy na. dzień, umalowana i wystrojona stosownie do najświezszej mody krajowej, i zawsze na pół pijana. Nie mogłtem się jej inaczej pozbyć jak mówiąc żem właśnie odmawiał modlitwy i przypatrywał się co noc gwiazdom, i o.raz że nie nie piłem oprócz roa-in-zofir (wody ciepłej, jak nazywali mieszkańcy moją herbatę.) W tenetas opuszczała mnie zalewając się łzami.

Strona 315

Z osób które mnie w Wawa odwiedzały wspomnieć winienem o młodej wdowie nazwiskiem Zuma. Była ona córką Araba, mieniła się kobietą białą, i uważała się za najbogntszą w kraju osobę na wydaniu będącą, ponieważ miała piekny dom i tysiąc niewolników. Najbardziej pragnęła, aby mogła, mieć męża białego. Zwróciła naprzód cała uwagę swoją na mego wiernego Ryszarda, młodszego i piękniejszego ode- mnie. Ale kiedy ten wszystkie jej przymilenia z obojetnością przyjmował, obiecała dać Pascoe- Jhu najpiękniejsza z swych niewolnie za małżonkę, jeśliby mnie do niej mógł zbliżyć. Codziennie przysyłała mi zapasy żywności i zupełnie przyrządzone potrawy. Ciekawy będac widzieć urządzenie

4

Strona 316

jej domu, zezwoliłem na oddanie jej wizyly. Ujrzałem zamieszkanie obszerne, pełne niewolników płei obojej. Męzczyzni sypiali w zewnctrz- . nyeh szałasach, a kobiety w domu. W środka między szałasami znajdował się wielki kwadrat, na którym, wystawiony był pawihm z zawieezo- nemi ze wszystkieh stron matami nakształt firanek , oprócz jednego miejsca w k tórem wisiała wyprawna skóra wołowa. Podniosłszy tę. firanką ujrzałem Zurnę, siedząca z założoiiemr n u krzyż nogami, na małym kobiercu tureckim. Wielką poduszkę. skóraaną podłożoną miała pod lewe kolano; garnek z goura, i spory grfrnek cynowy ł rekodziełu!- angielskiej, stały przy niej, z tykwą napełnioną świeżą wodą do edwiłźania ust, w miarę jak jadła gottra lub żuła tabakę; w proszku, podług zwyczaju wszystkieh. krajowców obu płei, którzy byli w stanie kupować ten przysmak. Po,prawej stronie miała przy sobie biez; w niewielkiej odległości siedziała skurczona na ziemi niewolnica jej, karliea i gar-bata: kobieta ta nie miała na sobie wcale odzieży, ale jedynie mnóstwo sznurków paciorków szklanych i kora-* li obeiążało jej pas i szyje. Miała. ona usta szerokie, oczy piękne, i siedziała w miejscu dzionka, jak u nas niegdyś, paziowie. Pani jej była okryta piękną materją w. paski, z bawełny i jedwabiu krajowego, a ubiór ten od jej gorsu spadał aż po kostki; turbanem z grubego białego uiuszlinu okręconą miała głowę, a piersi ozdo-

Strona 317

bione naszyjnikami z korali, pereł i złota, oraz łańcuchom z rubinów; rzesy jej i brwi były pomalowane czarno ; włosy maczane w indigo , a nogi i ręce zafarbowane rośliną henna. W prawej rcce trzymała wachlarz kwadratowy, zrobiony z suchych liści. Dała mi znak abym usiadł na jej kobiercu, zaczeła mnie wachlować i posłała karliee po wszystkie suknie i ozdoby swoje , aby mi je pokazać. Składały się one z bransoletek złotych, wielkieh toaletek, z kartonu, z których każda zawierała w sobie zwierciadło, kilka sznurków korali, pierścionki, bransoletki srebrne i wielka mnogość innnych drobnostek. Po wielu grzecznościach, i kiedy wyliezyła mi wszystkie bogaetwa swoje, zaprowadziła mnie do innego pokoju, czysto i świeżo ubranego, ozdobionego blachami cynowemi i świecacemi się naczyniami z miedzi. Powiedziała minaówczas, ze już było.blisko lat dziesieć jak maż jej umarł, że tylko jednego miała syna, nierównie od niej czarniejszego; ze bardzo lubiła ludzi białych, i że uda się ze mna do Boussa; że nakoniec pośle po malema, człowieka uczonego , .i że wraz ze mnijFathaczytaćbędzie. Zdawało misię że zarty za daleko się już posunęły, i coraz zimniejszym, się stawałem. W ówczas kazała przynieść zwierciadło , a przejrzawszy się w ni£m naprzód sama, podała mi je następnie, mówiąc, iż bez watpienia była ona może nieco starszą odemnie, ale niq wiele, I eóżby to z reszta szkodzie

* *t t

Strona 318

mogło P— To było już nadto, uciekłem więc jak. najśpieszniej , z moenem postanowieniem niepo- wacania do niej już nigdy.«

Podróżny nasz; zboczył następnie do Buossa , *" miasta leżącego na wyspie dosyć rozległej, utwo-. izonej przez dwie gałęzie rzeki Quorra. Spodziewał on dowiedzieć się tam czego o rckopi- smach Mungo -Parka, który zginął niedaleko od tego miasta, a ztamląd miał zamiar udać się do KoulfoU) gdzie sadził iż zastanie wszystkie rzeczy swoje i służacych, którym kazał tam wprost się udać. )iAIe kiedym był w drodze z Comie do Bac, spotkałem syna rzadey ^Yawa, który mi powiedział że ojeiec jega rzeczy moje zatrzymał, ponieważ Zuma pojechała za mną bez jego pozwolenia, i że własność moja będzie mi po- wrócona, skoro oddam na powrót piekna. wdowe. W istocie, czuła ta Afrykanka czekała na tinie w pobliskiej wiosce, zkad przysłała mi gotowanego ryżu, z drobiem, zapraszając mnie usilnie abym najśpieszniej przybywał rzucie się w. jej objęcia. Wierny mój Lander, który przybył dla złączenia się ze mna do Boussa, znalazł rnnie wkrótee potem. Powiedział mi, iż Zuma opuściła na pół godziny przedemną Wawa, przy biciu w bębny, na czele swego legjonu niewolników; że oddała w małżeństwo Pascoemu, bez zezwolenia rządcy, piękną murzynkę, i że oświadczyła iż uda się za człowiekiem białym aż do liano, zkąd powróci prowadzić wojnę z rz;ulca .

Strona 319

/

jak to już raz uczyniła. Piękne rozwiązanie cae- Łałoby wyprawę moją, gdybym wywróciwszy potęgę króla murzyńskiego.,, umieścił obok siebie amazonkę Ztime na podbitym tronie, aby sie jej pięknym oczom podobać.* Odjechałem wiec'»a- tychmiast do Wawa; wojownieza wdowa postępowała niedaleko za mną, i v następnym porzadku odbyła wjazd swój uroczysty. Dobosz w kapeluszu piórami strusiemi ozdobionym p«^ przedzał ją; zbir feden szedł przed jej koniem, a tłum ludzi uzbrojonych w łuki, miecze ł dzidy tuż za nią się posuwał. Siedziała po roczku na pięknym rumaku, wspaniale oki'.lbaczonym na sposób krajowy.— Głowa konia tego ozdobiona była blachami' miedzianem!, a szyja obeiążona rzemiennemi kutasikami; po całśm zaś ciele jego poprzyczepiane były w wielu miejscach uroki zaszyte w skórkach rozmaitego koloru, czerwonego, zielonego, żółtego i t. p. Na piersiach miał' skórę szkarłatnego koloru z miedziana bla- ohą w środku , a czaprak był z sukna pąsowego, złotemi ozdobiony galonami. Zuma ubrana by-. ła w spodnie z pąsowej jedwabnej materji; miała bóciki z pasowego safjanu, na głowie zaśtur-^ ban biały, a na ramionach płaszcz z jedwabiu i złota tkany. Gdyby była nieco młodsza i nie. co szczuplejsza, moźnaby się pokusie o naczelnietwo nad jej wojskiem; uważaćby ją bowiem mozna było, za rzadką piekność nawet w której- kohv .jfc cześci Europy. Przywołana ppzez rząd-

Strona 320

cę, przed którym na twarz upadła, podług zwyczaju krajowego, otrzymała od niego surowe na- pomnienie, za nieposłuszeństwo i próżność swoją ; ale wysłuchawszy go w milczeniu, wychodząc otrzasnęła kurz z nóg swoieh na znak wzgardy w

Clapperton powróeił do Comie, gdzie przebył rzekę Quorra, na łodzi mającej 20 stóp długości na 2 szerokości, i wkroczył do pięknej prowineji Nyffe, kraju dobrze uprawnego, obfitujacego w kopalnie żelaza. Każda wioska ma dwie lub trzy kuźnie; domy są zewnątrz mało- wane; malowidła te przedstawiają postacie lu- <łzi, wezów, krokodylów i żółwi.— Za przybyciem do Koulfou, podróżny nasz spoczął u bo. gatej wdowy, nadzwyczajnie otyłej i zupełnie głuchćj, która pomimo tego prowadziła znaczny handel solą, .saletrą, winem palmowem, tak na- zwanem buza, napojem fermentowanym ze zboża gwinejskiego, miodu, pieprzu, i innych artykułów. Jest to napój niezmiernie moeny, a mieszkańcy obu płei z roskoszą go piją.— Przepędzili noc całą na tańcach, śpiewaniu i pieiu, a ieh rospusta przedstawiała podobne sceny do łych które Burekahrdt opisał, i których był świadkiem w Nubji, gdzie również napój ten jest używany. Koulfou jest środkowem targowiskiem do którego przybywają kupey z Sudanu i innych częsci Afryki. Miasto jest zamknięte, i ma 12 do 15,000 ludności. Mieszkańcy są dobrzy i uprzcj.
mi, ale niewiele dobr/:} wiary zachowują w interesach handlowych. Od Koulfou aż do Kufu, kraj jest rozległem! okryty lasami, dobrze uprawny, i liczne ma wioski; ale częste napady Fel- latahów zniewalają mieszkańców do Dostawania ciagle pod bronia,w tene^as nawet kiedy się pracom rolniezym oddają.

Strona 321

Zorja, stoliea Zegzagu, jest wielkie miasto zamieszkane prawie zupełnie przez Fellatahów; uchodzi ono za ludniejsze aniżeli Rano, które ma od 30 do 40,000 mieszkańców. Poznać można cześci miasta zamieszkane przez muzułmanów, po ieh meczetach, minaretach i dachach, sposobem tarasów urządzonych. Znajduje się tam wiele rodzin pochodzących zFouta-Toro i z Fouta – Jella. Zarjanie ci utrzymują iz mieli na wybrzeżu stosunki z Anglikami.i Franeuzami, ale że te były dla nieh więcej szkodliwe jak pożyteczne. Okoliee miasta są wspaniałe, a zyzność ziemi, która jest dobrze uprawianą, rozciąga się aż do Rano, gdzie Clapperton przybył 20 lipea 1826.

Sułtan Bello zostawał w ówczas z Wojskiem pod Kounia, sfolieą Goubiru, oblegając to miasto. Przyjął dosyć dobrze Clappertona, który o- beeny był bitwie stoczonej pod murami twierdzy. Podrózny nasz w następujący_sposób opisuje owa bitwę: »Po odmówieniu południowej modlitwy, całe wojsko, oprócz rzezańców i straży Bagażowej, posunęło się naprzód aż do pod-

Strona 322

/

stawy twierdzy. Udałem się i ja za szeregami, i zajałem miejsce obok Gadado (pierwszego ministra sułtana). Nie widziałem nigdy podobne- go zamieszania; piechota i kawalerja biegała bez porządku: zołnierze jednego dowódzcy mięszali sie. z zołnierzami innych oddziałów; podobnyz nieporzadek panował w użyciu broni. Wszelako, kiedy wojsko stanęło, czoło bitwy przedstawiało groźny widok, a każdy dowódzca zajął przeznaczone sobie Stanowisko. Pięćdziesiat lub sześćdziesiąt tysięcy ludzi, z których połowa konniey, obsaczyło ze Wszystkieh stron twierdzę. Kawalerja zatrzymałasię vr odległości takirj do jakiej strzały nie donosmy, a zbiry postąpili naprzód, rzucając pociski na oblężonych; pomiędzy tymi znajdowało się^trzydziestu żołnierzy u- zbrojonych muszkietami i rozsypanych na wzór "strzeleów. Wojska, Zegzega miały strzelby francuskie, żołnierze zaś Kuno muszkiety. Żołnierze ci, po wystrzeleniu z broni, cofnęli się dalej jak na strzał karabinowy, dla nabieia na nowo strzelby. Byli to sami niewolniey; żaden z Fellatahów nie miał broni ognistej. Zdaje się, iż w ieh mniemaniu do użycia tej broni przywiązana była jakaś niesława. Nieprzyjaciel wytrzymał mężnie natarcie, zachowując użycie strzał aż do chwili korzystnej, w którcjby powszechny wystrzał mógł nastąpie. Podezas najmocniejszej walki, widzieliśmy wieiu kawalerzy- stów zasłonionych wielkim puklerzem skórzanym,. którzy wywijając dzirytami swemV, pędzili ku rowom twierdzy, powracali z ta m ta d w galopie i wołali na towarzyszów swoieh: »Naprzód! poi! szańce ! Szukajmy zasłony pod szańcami .'« Na ten krzyk, powtórzony przez kilku naczelników, wojsko stało niewzruszone, a niektórzy trc- fnisie wołali: "Idźcie wy naprzód, wy co macie szerokie puklerze zasłaniające was od pocisków.'K Nakoniec ruszyła w porządku kawalerja wyborowa; żołnierze jej mieli kaszkiety ozdobione piórami strusiem! i okładane cynowemi blachami. Uzbrojeni byli długiemi laneami: ciężar ich uzbrojenia nie dozwalał im dosiadać koni i- naczej jak za pomoca dwóch ludzi, którzy ieh wsadzali na szkapy. Biedne zwierzęta wlekły się stępo pod tym przykrym ciężarem. Sadziłem żc /a owemi ciężkiemi machinami postępowali piesi żołnierz*; ale kawalerzyści jechali każdy osobno, pod gradem strzał i pod ogniem muszkietów, od których pierwszego wystrzału poległ ka- walerzysta stanowiący straż przednią, dwiema kulami przeszyty; upadł on na ziemię jak worek zboża przez młynarza zrzucony u drzwi młyna… Jedna z najużyteczniejszych osób w naszem wojsku była żywność przedająca stara niewolniea .sułtana, koloru miedzianego , mająca ubiór i postać Eskimki. Siedziała na starej kobyle, z l.a- milji Rozynanta don-kiszotowskiego; na głowie miała stożek słomy brudnym okryty gałganem, .który spadał w kształeie kwefu, zasłaniajac ją