Strona 204
ujrzeliśmy część jedną sławnej Escalera Mama- ta. Wykute w skale schody pna się przez pół legua prosto w górę; szerokość jph wynos ą trzy vara; stopnie były takiez jak przy Mama- la. Dzieło podziwiania godne! uskutecznione przez krajo.wców. Podziwienie to nad owym, wspaniałym, 'pomnikiem siły i cierpliwości dawnych Peruanów, tem wiekszćm się. jeszcze stanie, kiedy pomyślimy, ze Jud, ten w ówczas jeszcze ani prochu ani żelaza nie znał, i pracował tylko narzędziami z mięszaniny złota i miedzi. Biedne muły z ciagłem jeczeniem pięły się po tych skalistych stopniach, i ustawieznym wstrząsaniem uszów, dawały poznać nieukontentowa- nie swoje z tej podróży. Dostaliśmy się na szczyt góry, z którego, zstępowanie była łatwiejsze niżc.lim się spodziewał; u stóp góry przt.z dolinę płynęła rzeka Paucha'ni, o dwa legua od Pulli- pulli a cztery i pół od La Mina. Znajdujace się nad nią playas, są t^kźe wyborne. Postanowiłem tu noc przepędzie. Mała przesliezna dolinka ukazała si^ na zakrycie rze^i, czysty strumień przerzynał ją; a brzegi jego ocienione były drzewami, jakby ręką judzką w rząd zasadzonemi. Umoco- wałem przykrycie moje, z trzciny i liści palmowych utkane, u dwóch drzew,- gotowaliśmy sobie pożywienie, u nasz Indjanin częstował nas smacznemi rybami, które nie wiem jakim sposobem w strumieniu złapał. Nie mogłem się dość napatrzyć tej przyjemnej naturze; roskoszna dolino! Tutaj kwitnęły najpiekniejsze i najvon- niejsze kwiaty i krzewy, a po między .niemi wa- uilja miły swój zapach daleko roznosiła. Mnóstwo najrozmajtszej barwy motylów uganiało się za sobą; postrzegłem między nimi niektóre mające do 5 cali dług. a 3 szerokości; kolor zaś miały ciemno-szmaragdowy z czerwonemi i zółte- mi prażkami} od spodu były złoto-żółte z. punktami nicbieskiemi. Papugi i inne ptaki najrozmaitszych kolorów, mnóstwo małp, między któremi tak zwane koty morskie, zawieszające się za ogony na gałeziach i tak bujajace się w powietrzu, wiele mi sprawiły zadowolenia. Widziałem tam nadzwyczajną ilość drzew figowych i balsamowych , oraz wybornych owoców., jaka te: pomarańczy, fig, ananasów, chirymayas, gay- tas, bananasów, postrzegłem także wiole małych czworonożnych źwierzątek, zabiłem jedno i znalazłem w nim smak mięsa podobny do najlepszego zająca; w strumieniu wiło się mnóstwo, ryb rozmaitych. Słowem najroskoszniej.sza była ta, dolina, ale obok tego miała i ona swoje nieprzyjemności, o których zaraz wspomnę. Słońce juz zaszło, śpiew ptaków umilkł, i tylko jeszcze śpiewak Inkasów (cantador del Inea) dawał się słyszeć. Spiewa on zawsze tymże samym, tonem bez żadnej zmiany, ale echa w dolinach tak odbijają głos jego, iż zdaje się że 100 ptaków naj. przyjemniej się odzywa. Inkasowie trzyiuaUje dla rozrywki w ogrodach swoieh i w sztucznie
No comments yet.