Strona 207
snu, zbliżyłem się do towarzyszów, i roznieciłem wielki ogień, co nam nieznośne sprawiało goraco. Tak przepedziłem noc całą spokojnie; tu i owdzie dała się widzieć nieraz jakaś dziwaczna fi/ognomja, ale, zagrzany pomyślnym skut- kiem pierwszego wystrzału, dawałem czasem ognia na oślep. Nadszedł nareszcie oczekiwany niecierpliwie poranek^ którego zapewne nikt tak jak my nie powitał. Niedaleko od ognia leżało dWoje nieznanych ihi zwierzat zabitych a około 50 kroków dalej trzecie; ten Ostatni zwierz był to OnzO} pierwsze oba były brunatno – czarne z Ogromnemi zebami, wielkości wilka, do którego kształtem podobne były,' głowę miały taki jak liBy. — yV Ogniu znaleźliśmy cztery nieżywe węże: dwa miały 2 varal trzeci l vara, Czwarty i V(if a długości* Wiadomo jest, ze zwierzęta le ślepo na ogień spieszą i tak jak ćmy śmierć vi nim znajdują.— lluszyliśnly z miejsca; Ittiłły bardzo były żwawe, a w kilka chwil przybyliśmy nad tzekę, która dosyć szeroka i bystra była.— Trzeba było pbwtórnid wdzierać się na gó^ rę, alc nie zbyt wysoką; doszedłszy do wierz^ chołka, postanowiłem tam gddzirię wypocząć i przespać się, przeszłej nocy bowiem ani oka zmrużyć nie mogłem'. Położyłem' się ria wzgór^ ku 20 stóp wysokim, a 28 szerokim i w najlepsze . sobie zasypiałem $ kiedy w tent obudził mnie wrzaskliwy odgłos i »Chacuri, Chactiri!« Zerwą* łcm się, postrzegłem towarzyszów moieh ucieka-
No comments yet.