Strona 275
wy na światło wydobyć się mogła, znajdowały się małe chatki otoczone plantacją rzepaku, igna* mów albó fig, co urozmaieało i rozweselało te dzikie sceny. Droga szła z góry na góre, aż do wielkiego i ludnego miasta Chaki, leżacego na najwyższym szczycie. Z każdej strony, na płaskieh wzgórkach, na pochyłościach, na skałach, i przy drogach, tysiace gromadziło się mieszkańców. Kobiety z wznięsionemi rekami pozdrawiały nas śpiewami chorpwemi i zwykłymi sobie ozna- karni radośch Kabosir siedział przed domem o- toczony żonami swemi, śpiewakami, śpiewaczkami, doboszami, oraz grającymi na piszczałkach i tamtamach. Był to człowiek przystojny, oko- .ło 5Q lut mający, i b.ardzo przyjemnej fizogno- Mji, Dom jego był przysposobiony na nasze przyjęcie; kazał zaraz przynieść nowe zapasy mięsa koźiego i baraniego, oraz ignamów, prosząc nas z uprzejmościa, abyśmy jeden albo dwa dni z nim pozostali. Zdawał on się uważać nas za posłańców pokoju, którzy przybyli rozsiewać błogosławieństwa na monarchę i kraj jego. Jest między tymi ludami mniemanie, które wiele ma uad nimi mocy, iż my przeznaczeni jesteśmy do zanoszenia pokoju tam gdzie wojna panuje, i czynienia dobrze wszystkim krajom przez które przechodzimy. Kabosir miasta tego powiedział nam
0 tom, i miał nawet nadzieję, H za pośrednietwem naszćm ustanie wojna między ludem Nyffa
1 Fellahami, oraa ze uśmierzymy powstanie niewol-
y
No comments yet.