Strona 327
»Upadł był nieznośny; termometr Fahrenhci- ta stał na słońcu przy 107 stopniu w południe, a 109 o trzeciej godzinie. Na prośbe pana mego, urządziłem mu posłanie w cieniu, obok jogo szałasu; i rozciągnąłem przy nim mate dla siebie. Przez pięć dni wynosiłem go zawsze z łóżka na którem leżał w szałasie do tego które mu przyrządziłem na^ otwarłem powietrzu, i co wieczór zanosiłem go tam nazad. Szóstego dnia niepodobna mu było podnieść sic. na łóżku. Ras lylko podezas choroby swojej, chciał on pisać; ale nim mu przyniosłem atramentu i papieru, u- padł na łóżko znużony tem wysileniem, jakie uczynił cheąc siedzieć. Z pierwszych symptomów choroby sądziłem że P. Clapperton jest o- truty; ale zapewnił mnie że zasłabł na polowaniu, położywszy sie na wilgotnej ziemi
Przebył on dni dwadzieścia w opłakanym stanie. Napróźno mówił mi że nie cierpi wcale; widziałem dobrze, jak postrzegając mój smutek, u- siłował go ukoić. Musiał on najprzykrzejszych doznawać boleści; niknął codziennie. Giało jego, tak silne, tak inczkie , zamieniło się prawie w szkielet. Sen miał niezmiernie niespokojny, a co chwila napastowały go różne marzenia; w czasie których usta jego wyrzekały złorzeczenia przeciwko zdradliwości Arabów. J c dc u z nieh, należący do pokoleń Fczzańskieh, przybył razu pewnego ofiarując mu modlitwy swoje jako pomoc lekarską; ak P. Clapperton. kazał mu wyjść natychmiast. Codziennie, czytałem mu niektóre miejsca z biblji oraz psalm 98, a w niedzielę odmawiałem msze, której słuchał z czułą pobożnościa. Wszelako,niespokojność, znużenie, czu. vania ustawiezne, niezmiernie mnie osłabiły- Na kilka dni przed śmiercia pana. mego dostałem febry zapalnej, z której ledwie nie umarłem.
No comments yet.