Strona 329

Przelekniony, przybiegłem do niego. Siedział na łożku, i rzucał do koła siebie pełne trwogi spojrzenia. Objałem go rękami, a opierając lekko głowę jego na mych piersiach, wlepiłem w jego wybladłe i zmienione rysy łzami zalane o- czy. Jakieś niewyraźne słowa skonały na u- stach jego. »Boźe! pan mój umiera!« zawołałem przeraźliwie. Na ten odgłos, dwaj niewolniey nasi, Pascoc i Mudey weszli do szałbsu. INie- szczęśliwy wydał ostatnie tehnienie. Umyliśmy ciało jego i wynieśli z szałasu, a złożywszy je na dwóch matach, obwinęliśmy prześcieradłem i kołdrą. Posłałem następnie umyślnego, do sułtana Bello,_ zawiadamiając go o tym nieszcześliwym wypadku, i proszac o pozwolenie pogrzebania pana mego podług zwyczajów angielskieh. Bello zezwolił na to; a w południe przybył od niego Arab t czterema niewolnikami, dla wykopania grobu. Poszedłem za nimi w towarzystwie Pascoego fMudeya, prowadzac wielbłada na którym przywiązałem szanowne zwłoki nieszcześliwego Clappertona, okryte śmiertelnćm prześcieradłem. Taki był kondukt pogrzebowy. Wolnym postępując krokiem zatrzymaliśmy się w Jungari, małej wiosce zbudowanej na spadku wzgórza, ó 5 mil na południc-wschód od Sac- catou. Złożono iciało pod szopa, czekając na wykopanie dołu; następnie zaniesiono je na brzeg tego ostatniego schronienia. Otworzyłem w ów- czas xiążke moją od nabożeństwa , i głosem łka-

  1. No comments yet.

  1. No trackbacks yet.