Strona 331

dobnie jak i Yamyanie, ieh sąsiedzi Lan-

der saledwie nie uległ przemocy utrudzenia i pragnienia pożerającego: nWidząc sie w niemożności odbywania dalszej podróży, mówi on, kazałem Pascoemu aby zatrzymał wielbłądy i poszukał wody. Tymczasem zsiadłem z konia, i spocząłem przy drodze, pod drzewem; rzadkie liscie słabo mnie zasłaniały od promieni afrykańskiego słońca, od którego.rozgrzane wędzi-, dło konia mego parzyło mnie w rękę. Błagałem wszystkieh przechodzących, abymi sprzedali kilka kropel wody; ale barbarzyńcy nie cheieli lego uczynie, i mówili z obojetnością między sobą: »To jest kafir, niech sobie umi£ra!« Nako- niec młody jeden Fellah z Foutatoura, postrzegłszy mnie, zbliżył się z uśmiechem wołając: nNasarechi nasarech, trissimanora, (chrześcijaninie, chrześcijaninie, ruszaj sobie dalej!«— Umieram, z trudów i pragnienia, rzekłem do niego, i niepodobna mi jest krok jeden dalej postąpie. Na te słowa młodzieniec dał mi małą tykwę napełnioną wodą; napiłem się cokolwiek, a resztę dałem wypie koniowi, zmoczywszy mu wprzód nozdrza. Ci co widzieli owego Fellaha dopełnia-.

  1. No comments yet.

  1. No trackbacks yet.